piątek, 28 lutego 2014

Wpis 3

Z PAMIĘTNICZKA MYUNGSOO

Drogi pamiętniczku,

Ten sam dzień. Poranek. Po tym jak już wygoniłem niechcianych widzów z mojego pokoju i zamknąłem drzwi na wszystkie spusty, mogłem spokojnie zastanowić się nad moim problemem. A mój PROBLEM był WIELKI, nie dało się ukryć, jednak musiałem coś z tym zrobić, bo ta banda popapranców będzie ze mnie drwić na każdym kroku i wyśmiewać się, że nie potrafię zapanować nad swoim zwierzęcym popędem. Niepewnie więc spojrzałem w dół, by ocenić sytuację i czy było tak źle, jak to wcześniej zasugerował Sungyeol, ale... nic się nie zmieniło, mój PROBLEM nadal pozostawał WIELKI i nie miałem najmniejszego pojęcia, co na to poradzić. Tak szczerze, pamiętniczku, to ja jestem jeszcze... wstydzę się to wyznać, bo wszyscy mają już w TYM jakieś doświadczenia (mniejsze lub większe), ale mają. A ja nigdy nawet się nie całowałem (pomijając ten jeden raz z Sungyeolem na wizji, ale to się nie liczy, wszystko zostało z góry ustawione, to był zwykły przyjacielski buziak a nie namiętny francuski pocałunek... Skąd wiem takie rzeczy skoro jestem taki niewyedukowany w tej dziedzinie? Otóż mieszkam z sześcioma zboczeńcami, nic nie potrafią ukryć... nawet się nie starają, ale to już zupełnie inna sprawa, nad którą nie będę się tu teraz rozwodził).
Jednakże, drogi pamiętniczku, skłamałbym, jeśli bym powiedział, że nikogo nie mam... Teraz będzie historia, która cię zszokuje, słuchaj uważnie. Słuchasz? Naprawdę? Mogę zaczynać? Jesteś gotowy by to usłyszeć? Ale tak naprawdę naprawdę? No dobrze, nie będę cię dłużej trzymał w niepewności... Ale nie powiesz nikomu? Nigdy? Obiecaj, że nie piśniesz słówka. Nic a nic. Ani mru mru. Zamnknij się na wieki. Zaszyj sobie usta (hm nie wiem czy takowe posiadasz, jednak mówię tak dla reguły) i dodatkowo zaklej taśmą... Ach, tylko się z tobą drażnię, wiem, że tylko na tobie mogę polegać, tylko tobie mogę powierzyć moje najskrytsze sekrety, o których nikt nigdy nie może się dowiedzieć. JASNE? DOTARŁO DO CIEBIE, CZY MAM TO PRZELITEROWAĆ? Okej, nie zrobię tego, bo nie potafię, ale chciałem zrobić napięcie.
Zacznę już... Poznałem ją (tak, to dziewczyna, też nie wierzę we własne szczęście) na urodzinach znajomego, taka zwyczajna impreza, trochę wypiliśmy i tańczyliśmy na stole, nic niezwykłego się nie działo. Nawet nie zwróciłem na nią z początku uwagi, bardziej interesowało mnie, co wlewali do mojego kubka (soju > piwo > whisky > wódka) - wyćmokałem wszystko i zawirowało mi w głowie, jednak grałem twardego, bo tak postępują prawdziwi twardziele,  a ja do nich należę. Nie owijając w bawełnę - schlałem się w trzy dupy i więcej zwyczajnie nie pamiętam, jedyne co sobie przypominam, to to jak chciało mi się rzygać, więc pędem ruszyłem do łazienki. Pech tak chciał, że była zajęta. Zapukałem delikatnie (mimo odurzenia alkoholowego zachowywałem się jak dżentelmen, aż sam się sobie dziwie), ale nikt nie odpowiadał. Naprawdę było mi niedobrze, jakbym zjadł zgniłego glonojada i czułem, że już nie wytrzymam, a wtedy drzwi się otworzyły i ujrzałem ją... W białej przylegającej do ciała sukience i uwydatniającej wszystkie wypukłości. Całkowicie mnie zamurowało i zapomniałem, po co właściwie tam poszedłem. Nagle jakby wytrzeźwiałem i powróciły mi zdrowe zmysły, bo uśmiechnąłem się do niej zalotnie, tak jak to ćwiczyłem przed lustrem, przez co Hoya nabijał się ze mnie, że nigdy nie uwiodę nawet swojego odbicia. Uważał, że jestem kiepskim podrywaczem i lepiej gdybym zajął się czymś pożytecznym, jak na przykład liczenie ile może wytrzymać, bez przerwy, nie zwalniając tempa... chyba wiesz o co mi chodzi, prawda? Tak, Howon zmusza mnie, bym na to patrzył i jeszcze nagrywał video dla potomności, by pokazać, jaki to on był mocny... I Dongwoo zawsze mu asystuje, trzyma go wtedy za nogi, a ja nie mam ochoty oglądać, jak przez pięć godzin robi brzuszki, a potem zdycha, nie mogąc złapać tchu, zipiąc i sapiąc jak stuletni dziadek, który nie potrafi sobie nawet założyć skarpetek i Dongwoo musi go w tym wyręczać. Współczuję mu i jednocześnie podziwiam, nie każdy znósłyby takie niedogodności, ale mówi się, że człowiek dla miłości jest gotowy do największych poświęceń. Cóż, Dongwoo hwaiting! Obyś tego nie żałował... A czasami twoja mina, za każdym razem, kiedy Hoya wpada na te szalone i absurdalne pomysły, jest naprawdę zastananwiająca. I znowu odszedłem o tematu. Powinieneś się powoli do tego przyzwyczajać, pamietniczku, gdyż jakbyś nie zauważył, nie jestem taki jak inni. Jestem wyjątkowy.
Stanęło na tym że... w tej chwili to chyba nie najlepsze słowo, ale nic więcej nie wymyślę, bo jestem ograniczony. Tak powtarzał mi Gyu, a ja mu uwierzyłem, bo on nigdy sie nie myli i zawsze ma rację. Koniec o Gyu! Koniec! Bo znowu pogubię się we własnych myślach. Więc się do niej uśmiechnąłem... Nie wiem, jak mi to wyszło, ale chyba zadziałało, bo dosłownie wciągnęła mnie do łazienki i przyparła do ściany. Dalej to już istny raj na rolkach. Obudziłem się we własnym łóżku (nie wiem jak się tam znalazłem, czy dotarłem sam, czy ktoś mnie zwyczajnie przyniósł), miałem takiego potwornego kaca i myślałem, że zaraz eksploduje mi głowa od czyichś wrzasków. Ledwo jeszcze kojarzyłem, ale poznałem podniesiony głos Sungjonga i Howona, o coś się kłócili albo... Kiedy się bardziej wsłuchałem, stwierdziłem, że to jendak nie to, bo Jong krzyczał: "Dalej Hoya! Wiem, że potrafisz! Nie poddawaj się! Wytrzymaj jeszcze trochę!" natomiast Howon mu odkrzykiwał: "Gdybyś nie był taki ciężki, to bym dłużej wytrzymał! Zejdź ze mnie!" Tak, najwyrażniej jęczał i sapał, a Jong go jeszcze nakręcał: "Włóż w to więcej wysiłku! Nie bądź platfusem!". Łeb mi coraz bardziej nawalał, chciało mi się pić, ale spać chyba bardziej, jednak to było niemożliwe przy takim harmiderze. Postanowiłem udać sie do kuchni, by zdusić pragnienie i po drodze napotkałem tą dwójkę w salonie - plus Dongwoo, który to wszystko filmował. Hoya znowu się popisywał swoją siłą, wykonywał pompki, a Jong siedział mu na plecach. Widać, że już od dłuższego czasu musiało to trwać, bo całe jego ciało błyszczało od potu - dodam, że był bez koszulki, w samych spodenkach, jakże że mamy wiosnę... właściwie lato? a może to już jesień? Wszystko mi się prawdę mówiąc już pomieszało, czułem się tak dziwnie, jakbym nawdychał się trujących oparów, które przyćmiły mi całkowicie rozum. Albo po prostu jeszcze się dobrze nie rozbudziłem. Pomyślałem, że zimny prysznic z pewnością by mi pomógł, więc skierowałem się w tamtą stronę i kiedy chwyciłem za klamkę, było zamknięte. Cóż, w naszym dormie była tylko jedna łazienka i zawsze jakoś udawało nam się nią dzielić. Do czasu. Ostatnio Gyu często z niej korzysta, nie wiem co robi i chyba nie chcę wiedzieć, to jego sprawa, ale mógłyby to robić ciszej. Zrezygnowany, śpiący i chyba nie do końca trzeźwy ubrałem się w locie, nawet nie wiedziałem, co na siebie wkładam i po prostu wyszedłem z mieszkania, nikogo nie informując dokąd idę. Jakby to kogoś w ogóle ochodziło, nikt nie zwrócił na mnie uwagi, Yeola nie było, bo on jako jedyny mnie zauważa (zawsze kiedy taki wracam, on się mną zajmuje, naprawdę, jeszcze mu za to nie podziękowałem, kiedyś będę musiał to zrobić, ale jeszcze nie wiem w jaki sposób). Musiałem doprowadzić się do porządku, śmierdziało ode mnie alkoholem, papierosami i chyba marychą... To po niej pewnie mnie tak wzięło, chociaż powinienem być już przyzyczajony. Tak, pamiętniczku, mam taki mały malutki malusieńki nałóg, z którym wiele razy próbowałem zerwać, ale on trzyma się mnie jak pies rzepionego ogona... znaczy rzep ogonowego psa... Mniejsza o to, jestem ćpunem, ale takim sprytnym, bo jeszcze nikt mnie nie przejrzał, dotąd dobrze się kryłem i zawsze miałem gotowe odpowiedzi na pytania, dlaczego śmierdzę kubańskim cygaro. Tak szczerze to sam nie wiem, kto z moich znajomych je posiada, bo zazwyczaj przychodzę na imprezy już nieźle upalony. Mam takie swoje własne wyroby, które przechowuję w... haha domyśl się.
Krótko mówiąc, poszedłem do łaźni publicznej, to jedyne miejsce gdzie mogłem zaznać choć odrobinę spokoju. Po tym jak już znalazłem się w pomieszczeniu, w którym czy to młodzi czy starzy, czy gładcy jak pupcia niemowlęca czy też pomarszczeni jak kot Yeola... Wolałbym oszczędzić sobie tych widoków, ale niestety zmusiła mnie do tego sytuacja. Miałem sie tylko umyć i skupiłem się właśnie na tym, kiedy pewien staruszek - żeby nie zabrzmiało to dziwnie, ale tak właśnie było - zaszedł mnie od tyłu. Był całkiem przyjazny i trochę porozmawialiśmy o życiu i innych ważnych sprawach, a tak naprawdę to on ciągle nawijał, a ja udawałem, że słucham. Na koniec powiedział - nie wiem czy to rada czy przestroga - "Twój też sie skurczy do rozmiarów fistaszka. Ciesz się tym póki możesz". Nie wiem jaki był w tym jego cel, ale przestraszył mnie, na myśl, że moje marzenie mogłoby się tak pomarszczyć i zwissać...ughhh dostałem dreszczy...
Ale dlaczego wspominam przeszłość? Właśnie w tej chwili przeżywam NAJWIĘKSZY kryzys w moim dość krótkim życiu. Jak ja mam sobie z tym poradzić? Jeszcze raz przyjrzałem się temu uważnie... i właśnie w tej chwili mnie olśniło. Zacząłem przeszukiwać szafki Sungjonga, on z pewnością ma coś, co się nada (co troche kupuje jakieś kosmetyki i inne duperelki). Kiedyś nawet podejrzałem Woohyuna, skoro on potrafi, to ja też. Ale czy napewno? Nigdy tego nie próbowałem, ale od kilku dni chodzę strasznie napalony i zupełnie nie wiem, jaka jest tego przyczyna. Właściwie to się zaczeło od tego incydentu z tamtą laską... Może to mój czas? Może moja bestia (w spodniach) się obudziła i pragnie wydostać się, bym w końcu stał się prawdziwym mężczyzną? Ale zanim to nastąpi muszę "pozbyć się" problemu... Przetrząsałem każdą szafkę i znalazłem jedynie jakiś lawendowy krem... cóż ładnie pachniał. Nie wiem do czego go używał, bo nie miał plakietki. A jak to jakaś tania podróba z Chin i dostanę po tym wysypki albo czegoś gorszego? Nie... lepiej to odłożyć. Już miałem to zrobić, gdy nagle Sungjong zaczął dobijać się do drzwi, lamentując, że pilnie potrzebuje czegoś ze swoich rzeczy. Całkiem zapomniałem o tym, że zabarykadowałem się, by nikt mi nie przeszkadzał, ale nie mogłem wpuścić nikogo w takiej chwili. Sungjong dalej żalił się i chyba nawet Hoya (który zawsze jest tam gdzie nasz 'zrzędzący' maknae) przyszedł sprawdzić, co się dzieje... Wszyscy się zlecieli, bo czemu nie! Taka atrakcja! Kim Myungsoo zamknął się w pokoju! Podajcie to do wiadomości - pomyślałem z pogardą. W tym samym momencie ktoś wyważył drzwi a ja w panice ścisnąłem nieszczęsną tubkę z kremem. Cała zawartość tak jakby... wylądowała na twarzy najmłodszego, który zaraz zaczął piszczeć jak baba, latać po pokoju i wydzierać się: "Aaaa! Mam spermę w oku!"
Aish, jinja... czy ja jestem w domu wariatów?

twój Myungsoo... po prostu Myungsoo. który stara się jakoś żyć z TYM problemem


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz