Z PAMIĘTNICZKA MYUNGSOO
Drogi pamiętniczku,
Dzisiaj rano zostałem 'brutalnie' obudzony z bardzo przyjmnego snu. Otóż spałem sobie w najlepsze a w mej głowie przewijały się obrazy kimchi pod wszelakimi postaciami: kimchi z kapusty, kimchi z rzodkwi, gulasz kimchi, zupa kimchi, roladki kimchi. Nigdy w życiu nie widziałem tyle kimchi na raz, to był prawdziwy raj dla takiego smakosza kimchi jak ja. Wiem, że nadużywam słowa 'kimchi', ale ja naprawdę, NAPRAWDĘ kocham kimchi. Mógłbym jeść tylko kimchi. Więc gdy tak się rozmarzyłem, które kimchi najpierw spróbować, poczułem ból. Przez dłuższą chwilę nie mogłem go zidentyfikować, ponieważ nigdy wcześniej czegoś takiego nie przeżyłem. Moje oczy zrobiły sobie dzisiaj strajk i nie chciały się otworzyć, bo kto by chciał opuszczać krainę kimchi? Jednak ból się nasilał, pomyślałem: "Do do cholery?". To było tak, jakby ktoś uderzył mnie... w krocze. I zanim w ogóle zdążyłem się połapać, co się dzieje, usłyszałem irytujący śmiech Sungyeola, a potem dosłownie rzucił się obok mnie na łóżku. Ten debil zawsze, ale to zawsze miał w zwyczaju przerywać mi w takich ważnych momentach! Kiedyś go zabiję i to nie jest groźba tylko raczej postanowienie. Pamiętam jak przyłapał mnie z moją bananową poduszką, gdy robiliśmy... no wiecie, co się robi, pomińmy szczegóły, bo to nie jest dobry czas na to.
Wracając do Sungyeola i mojego przerwanego snu... Ta tyka ciemielowa (uwielbiam nazywać go w ten sposób, ostatnio odkryłem, że strasznie go to wpienia, co z kolei bardzo mnie cieszy, bo w końcu mogę się na nim odegrać za te wszytskie lata upokorzeń i traktowania mnie jakbym był conajmniej upośledzony i niezdolny do samodzielnego myślenia), więc ten wścibski ancymon, obwieś, huncwot, to diabelskie nasienie (mogę tak wymieniać w nieskończoność i wyżywać się na nim do woli, a co, wolno mi, ale nie chcę zapełniać mojego pamiętniczka jeszcze gorszymi opisami tej nędznej kreatury)... I znowu straciłem wątek. Tak to jest, kiedy twój mózg pracuje na najwyższych obrotach i stara się zarejestrować kilka rzeczy na raz. Już wspominełem, że nie należę do mądrych ludzi, co nie oznacza, że jestem głupi. Znam swoje możliwości... no dobra, jestem kłamcą. Ale nikomu nie mów :*
A co zrobił Sungyeol? Powiem to w najprostszy sposób: dobierał się do moich gaci. Tak, też jestem w szoku i nadal próbuję się pozbierać, ale to co wydarzyło się potem... nie... tego nawet tobie, pamiętniczku, boję się powiedzieć. Sama myśl o tym napawa mnie lękiem. Dlaczego on to zrobił? Dlaczego zrobił to MNIE? Czy on naprawdę nie ma żadych uczuć? Myślał, że TO lubię?
A to było tak... Jak już leżał koło mnie na tym łóżku, i ja, niezdający sobie z niczego sprawy, dalej wyobrażałem sobie, jak delektuję się widokiem kimchi. Wtedy on nagle wyskoczył z tekstem: "Myungsoo-ssi, czy tobie stoi?" Jak to kurwa usłyszałem, to aż się obudziłem. Walnąłem go pierwszym przedmiotem, którym miałem pod ręką, a to była - niestety - moja bananowa podusia (przepraszam cię najdroższa, w amoku nie wiedziałem, co robię, wybaczysz mi kiedyś?). Tak go okładałem, iż myślałem, że w pewnej chwili go zabiłem (moja podusia to nie żarty). Cicho jęczał, jakby dostał lanie kamiennym workiem (haha, on nie wie, co ja tam chowam). Po jakimś czasie się zmęczyłem, bo ileż można, nie chciałem spędzić reszty życia w pierdlu, żyjąc w strachu, że kiedy będę schylał się po mydło, to jakiś obleśny pedlofil zabawi się ze mną tak, jak to robią Hoya i Dongwoo pod prysznicem... Tą historię też zostawię na inny raz, bo to naprawdę interesujące, pamiętniczku, ty nie zdajesz sobie sprawy, ile się od nich nauczyłem. Chociaż, nie wiem, kiedy będę miał okazję pokazać moje umiejętności, ale z pewnością nie będzie to z Yeolem. Mam swoją godność.
Patrzyłem na tego ćwoka i zastanawiałem się, co z nim jest nie tak, bo w ogóle się nie ruszał. Dźgnąłem go palcem w bok. Zero reakcji. To się naprawdę wystraszyłem, nie jestem mordercą, ale właśnie zabiłem człowieka!!!!!!! W więzieniu stanę się bardzo popularny (wystarczy spojrzeć na moją twarz) i każdy będzie chciał mnie wyruchać! To już chyba wolałem, kiedy Yeol włożył mi rękę do bokserek... Przynajmniej go znam. I trochę lubię. W końcu mieszkamy razem. Bierzemy razem prysznic - ja mu myję plecy - jednak na nic wiecej nie mógł liczyć, chociaż widać było, że chciał, ale od razu postawiłem sprawę jasno: "JAK TKNIESZ MOJE MARZENIE TO ZGWAŁCĘ TWOJEGO KOTA" To chyba poskutkowało, bo nigdy więcej mnie nie dotknął... Aż do dziś. Biedak, tak bardzo chciał sobie poużywać, a mówiłem mu, że jeśli już tak naprawdę mu się chce, niech dołączy do YaDonga, chociaż wątpię, czy w ogóle zwróciliby na niego uwagę, tak są pochłonięci sobą...
Ach no tak, zapomniełem, że mam tu zdechlaka na łóżku. Sungyeol wyglądał jak trup, zrobił się blady i jak przyłożyłem rękę do jego twarzy, była o dziwo ciepła... Kurwa... powoli docierało to do mnie. Raptownie zerwał się na równe nogi, wszystko działo się tak nagle i w mniej niz sekundę już na mnie siedział, a ja miałem ręce przygwoożdżone do materaca. Oszukał mnie!!!!!!!!!!!!! Zmierzyłem go moim słynnym lodowatym spojrzeniem, ale głupek tylko błysnął wielkimi zębami jak u konia. Próbowałem jakoś się go pozbyć, zrzucić z siebie, nic to nie pomogło, więc zmobilizowałem moje kończyny dolne, objałem go w pasie i wypchnąłem biodra, a nuż uda mi się odwrócić strony. On to jednak odebrał... inaczej. Utkwił we mnie przenikliwe spojrzenie i powiedział zmysłowym głosem: "Ale wiesz, że nadal ci stoi?" Zarumieniłem się, nie o taką reakcję mi chodziło, a w ogóle to dlaczego mi stał? "Na pewno nie stoi mi przez ciebie" odpowiedziałem mu tak, żeby trochę go zdenerwować, z marnym skutkiem. Pochylił się nade mną "A może śniło ci się coś... miłego?" wyszeptał, muskając płatek ucha swoimi ciepłymi wargami. Wzdrygnąłem się, chciałem mu przywalić, ale nie miałem jak. Co za ironia losu.
Tak własciwie to śniło mi się kimchi, ale to chyba nie od kimchi mi stoi, prawda? Jeśli tak, to wtedy już naprawdę byłbym nieźle popaprany, bo podnieca mnie kapusta. A może ja jestem chory? Może potrzebuję pomocy? Muszę zapytać Woohyuna, on mi poleci jakiegoś dobrego specjalistę, może nawet tego, z którego on korzysta...
Bam! Jak na zawołanie drzwi otworzyly się z hukiem i do pokoju weszli Woohyun, Sungjong i Hoya... ale zatrzymali się w przejściu na nasz widok. Cóż, to niecodzienna sytuacja, pierwszy raz widzą nas w takiej pozycji RAZEM, a ja wcześniej się zapierałem, że nie jestem gejem i nie kręcą mnie szybkie rachu-ciachu, by tylko zaspokoić swój zwierzęcy głód.
Sungyeol i ja nadal trwaliśmy w tej dziwnej, dwuznaczej pozie, bo i tak nic nie dało się już uratować. Moja reputacja legła w gruzach. Hoya zasłonił dłonią oczy tego najmłodszego, żeby go przypadkiem nie zgorszyć, ale ja już wiedziałem co z niego za ziółko. Chyba tylko Hoya żył w słodkiej niewiedzy, że jego ukochany maknae to nadal dziewica. To by było tyle w tym temacie.
Tak więc mój dzień nie zaczął się najlepiej, a to dopiero początek dziwych przygód, które mnie potem spotkały...
P.S. I jeszcze wracając do tego, co wcześniej miałem ujawnić w sprawie z Sunggyu... Nie wiem, czy mi wolno, bo jeśli kiedykolwiek to znajdzie i przeczyta to jestem martwy. Dosłownie MARWTY. Przerobi mnie na kimchi, ale sumie nie byłoby tak źle, skoro uwilebiam kimchi. Ciekawe jak o jest być kimchi...? Nie jestem pewnien, czy chcę wiedzieć... Na obecną chwilę dam sobię spokój z kimchi, nawet nie będę myślał o kimchi ani wymawiał słowa kimchi... KIMCHI DLA MNIE NIE ISTNIEJE.
twój jak zwykle kochający Myungsoo, który stara się otrząsnąć po traumatycznych przeżyciach

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz